Przedszkole Miejskie nr 19
im. Jana Brzechwy
w Gorzowie Wlkp.
 
jesteś tu: strona główna    wiersze j. brzechwy "k, l, ł"
szukaj:
Powiadom znajomego
Jeżeli znasz kogoś, kogo może zainteresować ta strona, powiadom go o niej.

Twoje imię/nazwisko/pseudonim



Adres e-mail znajomego



 
 

Wiersze J. Brzechwy "K, L, Ł"

 KSIĘŻYC
Plotkowały drzewa w borze: 
„Pan Księżyc jest nie w humorze”. 
„Pan Księżyc miał jakieś przykrości”. 
„Pan Księżyc jest blady ze złości”. 
„Pan Księżyc ma twarz taką srogą”. 
„Pan Księżyc dziś wstał lewą nogą”. 
„Pan Księżyc jest trochę nie w sosie”. 
„Pan Księżyc dziś muchy ma w nosie”.
  
Jak tu Księżyc się nie zgniewa: 
„Cóż, myślicie, głupie drzewa, 
Że ja mam przyjemne życie? 
Wy słońce tylko cenicie, 
Was tylko słońce zachwyca, 
Wy kpicie sobie z Księżyca, 
A ja wam na to odpowiem - 
Uważam, że jest rzeczą po prostu bezwstydną 
Porównywać słońce ze mną, 
Bo słońce świeci we dnie, gdy i tak jest widno, 
A ja w nocy, gdy jest ciemno”.
 
KTO Z KIM PRZESTAJE
Kto z kim przestaje, takim się staje - 
Na pewno znacie te obyczaje?
Bocian po deszczu człapał piechotą, 
Bo lubi nogi zanurzać w błoto.
Świnia podobne miewa słabostki 
I chętnie w błoto włazi po kostki.
Bocian odwiedzał świnię z ochotą. 
Plaskał i mlaskał: „Błoto jak złoto!”
 
Ona do niego szła przy sobocie, 
Żeby jej pomógł nurzać się w błocie.
Kwiczała: „Dzięki, dzięki stokrotne, 
Bardzo mi służą kąpiele błotne!”
Tak spotykali się wciąż na zmianę 
Bocian ze świnią, świnia z bocianem.
Lecz minął okres pierwszych uniesień, 
Powiało chłodem, nastała jesień 
I bocian starym swoim zwyczajem 
Właśnie zamierzał rozstać się z krajem.
 
Wtem wpadła świnia zirytowana. 
„To w błocie byłam dobra dla pana? 
W błocie, w kałuży i nawet w bagnie, 
A teraz pan mnie porzucić pragnie? 
Niech pan pomyśli: co pan wyczynia?”
Odrzecze bocian: „Wiem, jestem świnia!” 
„Kto z kim przestaje, takim się staje”. 
Rzekł. I odleciał w dalekie kraje.
 
KULKI
Dwie damulki z Koziej Wólki
Kupowały w sklepie kulki,
 
Kupiły ich bardzo dużo,
Nie wiedząc, do czego służą.
 
Po stołach i po podłodze,
Aż umęczyły się srodze.
 
Ludzie w okna zaglądali,
Co z tego wyniknie dalej,
 
Aż każdy po trochu uległ
Powabom tych szklanych kulek,
 
Bo były to kulki szklane
W siedmiu barwach na odmianę.
 
Każda kulka już w zarodku
Drugą kulkę miała w środku,
 
Więc gdy patrzał ktoś przez chwilę,
Widział ich dwa razy tyle.
 
Zapytywał miejski urząd,
Do czego te kulki służą:
 
Do wyboru, do koloru,
Do wrzucania do otworu,
 
Do budowy, do uprawy
Czy, po prostu, do zabawy,
 
A mieszkańcy Koziej Wólki
Wykupili wszystkie kulki,
 
Kupili ich bardzo dużo,
Nie wiedząc, do czego służą.
 
Kulali je i turlali
Przez miasto, a potem dalej,
 
Aż je pod koniec zabawy
Doturlali do Warszawy.
 
KUMA 
Przy gumnie siedzi kuma
       I duma.
Kum przyszedł: "Nie siedź przy gumnie,
Przybliż się, kumo, ku mnie!
       A kuma.
       Duma.
 
O zmierzchu przyszli sąsiedzi:
"A po co kuma tam siedzi?
To wcale nie jest w porządku
Tak dumać, i to przy piątku."
       A kuma.
       Duma.
 
Zebrali się ludzie tłumnie,
Stanęli wszyscy przy gumnie,
Milicjant przyjechał z miasta,
Już wieczór, już jedenasta,
       A kuma.
       Duma.
 
Kum jest po prostu w rozpaczy:
"Wytłumacz mi, co to znaczy?"
Już noc minęła, już dnieje,
A kum nie pije, nie je,
       A kuma.
       Duma.
 
Już minął tydzień i drugi,
Już miesiąc upłynął długi,
Pół roku, rok minął cały
I znowu żniwa nastały,
       A kuma.
       Duma.
 
Kum umarł trzeciego lata,
Brat kuma i żona brata,
Pomarli wszyscy sąsiedzi,
A kuma przy gumnie siedzi,
       A kuma.
       Duma.
 
Sto lat już duma bez mała,
Gdzie klucz od gumna podziała,
A niepotrzebnie się biedzi,
Bo właśnie na kluczu siedzi.
 
KWOKA
Proszę pana, pewna kwoka
Traktowała świat z wysoka
I mówiła z przekonaniem:
"Grunt to dobre wychowanie!"
Zaprosiła raz więc gości,
By nauczyć ich grzeczności.
Pierwszy osioł wszedł, lecz przy tym
W progu garnek stłukł kopytem.
Kwoka wielki krzyk podniosła:
"Widział kto takiego osła?!"
Przyszła krowa. Tuż za progiem
Zbiła szybę lewym rogiem.
Kwoka gniewna i surowa
Zawołała: "A to krowa!"
Przyszła świnia prosto z błota.
Kwoka złości się i miota:
"Co też pani tu wyczynia?
Tak nabłocić! A to świnia!"
Przyszedł baran. Chciał na grzędzie
Siąść cichutko w drugim rzędzie,
Grzęda pękła. Kwoka wściekła
Coś o łbie baranim rzekła
I dodała: "Próżne słowa,
Takich nikt już nie wychowa,
Trudno... Wszyscy się wynoście!"
No i poszli sobie goście.
Czy ta kwoka, proszę pana,
Była dobrze wychowana?
 
LECĄ MUCHY
Z Podkarpacia, od Suchej, 
Wyleciały dwie muchy.
Pofrunęły do Ełka 
Wyszlifować skrzydełka,
Poleciały do Rabki 
Rozprostować swe łapki,
Potem z Rabki do Ryków, 
Gdzie jest dużo śmietników,
 
I do Małej Sokółki 
Gdzie są brudne zaułki,
I do Białej Podlaskiej 
Pozbierały zarazki,
By je zanieść z wyprawy 
Do Koluszek, do Mławy,
A zarazki - mikroby 
Powodują choroby.
Dziwnym może się wydać, 
Że ich wcale nie widać,
Lecz uczone osoby 
Znają wszystkie mikroby.
 
Kto roznosi je? Muchy. 
Muchy - znane flejtuchy.
Czy to Kutno, czy Mława, 
Jednakowa z tym sprawa.
Czy to Ryki, czy Rabka, 
Siedzą muchy na jabłkach,
Siedzą muchy - brudaski, 
Rozsiewają zarazki.
Grześ miał babkę, a babka 
Myć kazała mu jabłka,
Lecz Grześ babki nie słucha. 
„Co mi jakaś tam mucha, 
Ja się muchy nie brzydzę, 
Ja zarazków nie widzę”.
 
Schrupał jabłko z ochotą, 
Minął dzień… Nagle - co to?
Boli brzuszek i głowa 
I choroba gotowa.
Cierpiał Grześ do wieczora, 
Więc wezwano doktora.
Doktor groźną miał minę, 
Dał Grzesiowi rycynę,
Lek przepisał mu gorzki, 
I okłady, i proszki,
I zastrzyków niemało, 
A to bardzo bolało.
 
Wreszcie rzekł niby z łaski: 
„Tak, mój Grzesiu, zarazki 
Są choroby przyczyną. 
Teraz szybko wyginą, 
Będziesz zdrów, tak jak przedtem”. 
I dał nową receptę.
Grześ wycierpiał się, wierzcie, 
A gdy zdrów był już wreszcie, 
Wtedy znów z apetytem 
Jabłko zjadł. Ale myte.
 
LEŃ
Na tapczanie siedzi leń, 
Nic nie robi cały dzień.
„O, wypraszam to sobie! 
Jak to? Ja nic nie robię? 
A kto siedzi na tapczanie? 
A kto zjadł pierwsze śniadanie? 
A kto dzisiaj pluł i łapał? 
A kto się w głowę podrapał? 
A kto dziś zgubił kalosze? 
O - o! Proszę!”
 
Na tapczanie siedzi leń, 
Nic nie robi cały dzień.
„Przepraszam! A tranu nie piłem? 
A uszu dzisiaj nie myłem? 
A nie urwałem guzika? 
A nie pokazałem języka? 
A nie chodziłem się strzyc? 
To wszystko nazywa się nic?”
Na tapczanie siedzi leń, 
Nic nie robi cały dzień.
 
Nie poszedł do szkoły, bo mu się nie chciało, 
Nie odrobił lekcji, bo czasu miał za mało, 
Nie zasznurował trzewików, bo nie miał ochoty, 
Nie powiedział „dzień dobry”, bo z tym za dużo roboty, 
Nie napoił Azorka, bo za daleko jest woda, 
Nie nakarmił kanarka, bo czasu mu było szkoda. 
Miał zjeść kolację - tylko ustami mlasnął, 
Miał położyć się - nie zdążył - zasnął. 
Śniło mu się, że nad czymś ogromnie się trudził. 
Tak zmęczył się tym snem, że się obudził.
 
LIS I JASKÓŁKA
Namówił lis jaskółkę, 
By z nim zawarła spółkę.
„To - rzecze - proste całkiem: 
Mam pola pręt z kawałkiem, 
Coś na nim zasadzimy, 
A przed nadejściem zimy 
Zbierzemy plon pomału, 
Pół na pół do podziału, 
Pani się zna na roli, 
Co z dwojga pani woli, 
Wierzchołki czy korzonki?”
  
„Wyznaję bez obsłonki, 
Że ja wierzchołki wolę”.
Lis szybko pobiegł w pole 
I zasiał pełno marchwi, 
Więc się jaskółka martwi: 
„Plon każdy rolnik zbiera 
I nawet lis przechera 
Na marchwi się bogaci, 
A ja mam kupę naci, 
Po prostu kupę ziółek 
Niezdatnych dla jaskółek. 
Ha, wpadłam, trudna rada, 
Lecz tylko raz się wpada!”
 
A lis już krąży w kółko: 
„Cóż powiesz mi, jaskółko?”
„To powiem, że na zmianę 
Tym razem ja dostanę 
Korzonki. Co pan na to?”
„Ja na to jak na lato, 
Wierzchołki nawet wolę”. 
To rzekłszy pobiegł w pole 
I całą przestrzeń pustą 
Obsadził w mig kapustą.
  
W ostatnim dniu kwartału 
Znów przyszło do podziału: 
Lis wziął kapustę całą, 
Jaskółce zaś zostało 
Pięć wiązek i pół szóstej 
Korzonków od kapusty.
Mówią odtąd jaskółki, 
Że niedobre są spółki.
  
ŁATA I DZIURA
Miało palto dwa rękawy: 
Łatany był rękaw prawy, 
A lewy - dziurawy.
Rzecze lewy do prawego: 
„Fe, kolego, 
Jak się zgodzić można na to, 
Żeby świecić taką łatą?”
  
Na to prawy odpowiada: 
„Łata, kolego, nie wada, 
Dziura wiele nie wskóra, 
Lepsza jest brzydka łata niźli ładna dziura”.