Przedszkole Miejskie nr 19
im. Jana Brzechwy
w Gorzowie Wlkp.
 
jesteś tu: strona główna    wiersze j. brzechwy "m"
szukaj:
Powiadom znajomego
Jeżeli znasz kogoś, kogo może zainteresować ta strona, powiadom go o niej.

Twoje imię/nazwisko/pseudonim



Adres e-mail znajomego



 
 

Wiersze J. Brzechwy "M"

 MARCHEWKA
Dawno temu, choć nikt o tym nie wie, 
Marchewka rosła na drzewie, 
A że tak wysoko rosła - 
Była okropnie wyniosła.
O kapuście mówiła „kapucha”, 
Z brukwi się wyśmiewała, że jest tłustobrzucha, 
A jak się wyrażała o rzepie, 
Nawet nie wspominać lepiej.
 
Pomidor nazywała czerwoną naroślą, 
Sałatę - jarzyną oślą, 
Ziemniak - ślepiem wyłupiastym, 
A koper, po prostu, chwastem.
„Ja, - mówiła marchewka - ja to jestem taka, 
Że jeśli tylko zechcę, zakasuję ptaka, 
Rosnę w górze, na drzewie, lecz jak będzie trzeba, 
Pofrunę nawet do nieba!
 
Ja jestem nadzwyczajna, w smaku niebywała, 
Jam owoc nad owoce, ze mną nie przelewki!” 
Tak mówiła marchewka - głupia samochwała. 
Dlatego właśnie dzieci nie lubią marchewki.
 
MICHAŁEK
Był leń, co zwał się Michałek. 
Nie robił nic w poniedziałek.
Spać poszedł, a wstał we wtorek 
Dopiero na podwieczorek.
Zaczekał, aż przyszła środa, 
Lecz czasu było mu szkoda.
Do książki zabrał się w czwartek, 
Lecz nawet nie rozciął kartek.
 
Pomyślał: „Jutro jest piątek, 
Więc w piątek zrobię początek”.
A w piątek rzekł: „Na sobotę 
Odłożę raczej robotę”.
Przyszła sobota. „W niedzielę 
Odpocznę wpierw mało-wiele, 
A za to już w poniedziałek 
Odrobię cały kawałek”.
We wtorek rzekł: „Źle się czuję…” 
A w środę dostał dwie dwóje.
 
Do domu wrócił Michałek, 
Przygładził smętnie przedziałek,
I w ojca wlepiwszy ślepia, 
Rzekł: „Nauczyciel się czepia”.
 
MLEKO
„Co się stało, co się stało?”
„Gwałtu, mleko wyleciało!”
Przeraziła się kucharka,
Wyleciało mleko z garnka
I jak białe prześcieradło
Na patelni wierzchem siadło,
Jęło fruwać pod sufitem,
Przyśpiewując sobie przy tym:
 
„Dobre mleczko, smaczne mleczko,
Nie dla ciebie, kochaneczko!”
Rozgniewała się kucharka
I na mleko głośno sarka:
„Któż to słyszał, żeby mleko
Wyleciało tak daleko?
Zsiądź z patelni, zsiądź już prędzej,
Bo na zawsze cię przepędzę!”
Na te słowa mleko zbladło,
Przestraszyło się i zsiadło.
 
Chodźcie do nas. Zjedzcie z nami
Zsiadłe mleko z ziemniakami.
 
MŁYNARZ, CHŁOPIEC I OSIOŁ
Młynarz na ośle swym jechał, a wnuk 
Ledwo nadążyć za osłem tym mógł. 
„Patrzcie - wołanie rozległo się wnet - 
Dziadek pozwala, by wnuk jego szedł. 
Czy to widziano gdzie, czy to słyszano gdzie? 
Dziadek pozwala, by wnuk jego szedł!”
Dziadek zlazł z osła, a dosiadł go wnuk, 
Dziadek za wnukiem z daleka się wlókł. 
„Spójrzcie - wołanie rozległo się wnet - 
Chłopiec pozwala, by dziad jego szedł. 
Czy to widziano gdzie, czy to słyszano gdzie? 
Chłopiec pozwala, by dziad jego szedł!”
 
Dziadek czym prędzej na osła więc wsiadł, 
Jadą już razem i wnuczek i dziad. 
„Hańba - wołanie rozległo się wnet - 
Dwóch wsiadło razem osłowi na grzbiet. 
Czy to widziano gdzie, czy to słyszano gdzie? 
Dwóch wsiadło razem osłowi na grzbiet!”
Osła na plecy wziął dziadek i tak 
Wlecze się z wnukiem, choć sił mu już brak. 
„Hejże, popatrzcie - wołano im w ślad - 
Osioł na ośle wybiera się w świat. 
Czy to widziano gdzie, czy to słyszano gdzie? 
Osioł na ośle wybiera się w świat!”
 
MOPS
W kuchni stał na stole klops. 
Mops do klopsa chyłkiem - hops! 
Gdy się najadł tak, że spuchł aż, 
Nagle zjawił się pan kucharz.
Patrzy, blednie - nie ma klopsa, 
Rzecze tedy groźnie do psa: 
„Ja przepraszam pana mopsa, 
Pan mi tu za bardzo hopsa, 
Żeby pan nie dostał kopsa!”
 
Na to mops wyszczerzył kły 
I odszczeknął bardzo zły: 
„Fe! A cóż to za maniery? 
Jeśli mam być całkiem szczery, 
Na mnie nawet pan nie dmuchnie, 
Bo i tak chcę zmienić kuchnię, 
A to głównie z tej przyczyny, 
Że nie znoszę siekaniny!” 
Po czym precz odrzucił sztuciec, 
Warknął, burknął i chciał uciec.
 
Kucharz, widząc to, wpadł na psa, 
Porządnego dał mu klapsa, 
A na obiad zamiast klopsa, 
Spożył - zły jak mops - rolmopsa.
 
MRÓWKA
Wół 
Miał odwieźć do szkoły stół.
Powiada do osła: „Na wieś 
Stół ten do szkoły zawieź”.
Osioł pomyślał: „O, źle!” 
I rzecze do kozła: „Koźle, 
Odwieź ten stół, bardzo proszę, 
Dostaniesz za to trzy grosze”.
 
Zawołał kozioł barana: 
„Odwieź ten stół jutro z rana”.
Baran był na podwórku, 
Do psa więc powiada: „Burku, 
Odwieź, bo mnie nie ochota!”
Pies wezwał do siebie kota 
I warknął: „Kocie-ladaco, 
Ty zająć się masz tą pracą!”
Kot stołu wieźć nie zamierza, 
Przywołał w tym celu jeża.
 
Jeż myśli: „Gdzie stół, gdzie szkoła?” 
Więc szczura do siebie woła 
I mówi: „Do pracy, szczurze, 
Stół odwieź szybko, a nuże!”
Szczur chciał się myszą wyręczyć, 
Lecz mysz nie lubi się męczyć, 
Więc rzecze do żaby: „Żabo, 
Stół odwieź, bo mnie jest słabo”.
Żaba jaszczurkę zoczyła: 
„Jaszczurko, bądź taka miła, 
Najmocniej proszę cię, zawieź 
Stół ten do szkoły na wieś”.
 
Jaszczurka w pobliskich gąszczach 
Zdołała dostrzec chrabąszcza: 
„Stół odwieź, chrabąszczu drogi, 
Bo bardzo bolą mnie nogi”.
Lecz chrabąszcz to okaz lenia, 
Powiada więc od niechcenia: 
„Wiesz, mucho, zamiast tak brzęczeć 
Mogłabyś mnie wyręczyć”.
Mucha do mrówki powiada: 
„Jest to okazja nie lada, 
Stół trzeba odwieźć do szkoły. 
Ty lubisz takie mozoły”.
 
Mrówka, 
Nie mówiąc nikomu ani słówka, 
Chociaż nie była zbyt rosła, 
Wzięła stół i do szkoły zaniosła.
 
MUCHY NA SUFICIE
Szła mucha wzdłuż po suficie 
I wołała do much: „Czy widzicie, 
Co się dzieje tam w dole, pod nami?… 
Ludzie chodzą do góry nogami!”
 
MUŁ
Był sobie pewien muł. 
Najlepiej muł się czuł, 
Gdy stojąc przed wieczorem 
Nad stawem lub jeziorem 
Oglądał swe odbicie 
I wołał: „Czy widzicie? 
Wprost oczom swym nie wierzę, 
Żem takie piękne zwierzę! 
Ten łeb, jak kocham mamę! 
A uszy? Uszy same, 
Powiedzcie, co są warte!
 
Nie! Nie chcę być lampartem, 
Niedźwiedziem ani lwem, 
Bo teraz wreszcie wiem, 
Że każde mądre zwierzę 
Na króla mnie wybierze!”
Muł odtąd należycie 
Oglądał swe odbicie. 
Z odbicia taki czar bił, 
Że muł się nad nim garbił, 
I garbił, i pochylał, 
I pysznił się co chwila: 
„Dopiero tu poczułem, 
Jak dobrze jest być mułem!”
 
Krakały wokół wrony: 
„Popatrzcie, muł zgarbiony!” 
Gil ćwierknął: „Powiem coś ci: 
Trzeba się trzymać prościej!” 
Koń doń przemówił czule: 
„Po co się garbisz, mule? 
Szacunku nie zaskarbi 
Ten, kto się stale garbi”.
Muł wierzgnął opryskliwie: 
„Ogromnie wam się dziwię, 
To bardzo brzydki nałóg 
Udzielać innym nauk, 
Sam jestem dosyć kuty!”
 
I garbił się dopóty, 
Aż w końcu już wyglądał 
Jak młodszy brat wielbłąda.
A wielbłąd, chyba wiecie, 
Ma duży garb na grzbiecie, 
Wielbłąda żadne zwierzę 
Na króla nie wybierze.
 
MYSIKRÓLIK
Ćwierkał w polu Mysikrólik, 
Wtem się zjawia mysi królik: 
„Jam jest królik z mysiej łaski, 
A pan tu urządza wrzaski, 
Pan tu ćwierka wciąż, a zwłaszcza 
Sobie tytuł mój przywłaszcza, 
To nie mysie widzimisię, 
Lecz królewskie prawo mysie, 
Gdy się mysie wojsko zbierze, 
Spierze panu pańskie pierze!”
 
Zląkł się ptaszek niesłychanie: 
„Najjaśniejszy mysipanie, 
Jam jest ptaszek - Mysikrólik, 
Chcesz mi za to sprawić bólik? 
Mysibólik musi boleć, 
Czyżbyś na to mógł pozwolić? 
Czyżbym próżno wzywał dzisiaj, 
Mysipanie, łaski mysiej? 
Choć to sprawa bardzo ważka, 
Jednak litość miej dla ptaszka”.
 
Zmiękło serce mysiej mości, 
Tak więc rzecze już bez złości: 
„Proszę złożyć mi na piśmie, 
Że pan więcej już nie piśnie 
I że odtąd żadna z myszy 
Ćwierkań pańskich nie usłyszy!”
Ptaszek wnet żądanie mysie 
Spełnił grzecznie, lecz w podpisie 
Zmienił - stracha widać mając - 
Imię swe na - Mysizając.