Przedszkole Miejskie nr 19
im. Jana Brzechwy
w Gorzowie Wlkp.
 
jesteś tu: strona główna    wiersze j. brzechwy "t, w"
szukaj:
Powiadom znajomego
Jeżeli znasz kogoś, kogo może zainteresować ta strona, powiadom go o niej.

Twoje imię/nazwisko/pseudonim



Adres e-mail znajomego



 
 

Wiersze J. Brzechwy "T, W"

 
TALERZ
Kto zgłębi z was, jak należy, 
Czy talerz stoi, czy leży?

Odrzecze stół: „Drodzy moi, 
Kto nie ma nóg, ten nie stoi. 
Urażać nie chcę talerzy, 
Lecz talerz na stole leży”.

Zawołała karafka: „Ależ, 
Ja nie wiem, czy stoi talerz, 
Znam za to zwyczaje swoje: 
Choć nie mam nóg, jednak stoję!”

Chleb rzekł: „To rzeczy nienowe, 
Zadzierasz, karafko, głowę”.

„O, właśnie - karafka brzęknie - 
Mieć głowę to już jest pięknie, 
Gdzie szyjka jest, tam i głowa 
I stąd postawa pionowa. 
A ty spójrz, proszę, na siebie. 
Ty leżysz! Rozumiesz, chlebie?”

Tu ostro zgrzytnęły noże: 
„Stoi, kto leżeć nie może, 
A chwalić się tym nie trzeba, 
Nie trzeba zwłaszcza kpić z chleba!”

Talerze tylko milczały. 
Milczały, bo nie wiedziały, 
Co o tym sądzić należy: 
Czy talerz stoi, czy leży? 
I czy jest jakaś zasada, 
Którą stosować wypada?

A goście siedli do stołu, 
Każdy zjadł talerz rosołu, 
Następnie talerz bigosu, 
Lecz żaden nie zabrał głosu, 
Jak rzecz rozsądzić należy: 
Czy talerz stoi, czy leży?

TAŃCOWAŁA IGŁA Z NITKĄ
Tańcowała igła z nitką, 
Igła - pięknie, nitka - brzydko.

Igła cała jak z igiełki, 
Nitce plączą się supełki.

Igła naprzód - nitka za nią: 
„Ach, jak cudnie tańczyć z panią!”

Igła biegnie drobnym ściegiem, 
A za igłą - nitka biegiem.

Igła górą, nitka bokiem, 
Igła zerka jednym okiem,

Sunie zwinna, zręczna, śmigła. 
Nitka szepce: „Co za igła!”

Tak ze sobą tańcowały, 
Aż uszyły fartuch cały!

TOM
Nad rzeką stoi dom, 
Który zbudował Tom.

To jest pies podwórzowy, Burek, 
Który szczeka na cały dom, 
Który zbudował Tom.

A to jest kot z podwórka, 
Który podrapał Burka, 
Który szczeka na cały dom, 
Który zbudował Tom.

To jest leniwy pastuch, 
Co drażni kota z podwórka, 
Który podrapał Burka, 
Który szczeka na cały dom, 
Który zbudował Tom.

A to jest mucha, 
Która ugryzła pastucha, 
Co drażni kota z podwórka, 
Który podrapał Burka, 
Który szczeka na cały dom, 
Który zbudował Tom.

A oto gruba Aniela, 
Co jest złośliwa jak mucha, 
Która ugryzła pastucha, 
Co drażni kota z podwórka, 
Który podrapał Burka, 
Który szczeka na cały dom, 
Który zbudował Tom.

A to jest łaciate cielę, 
Które kopnęło Anielę, 
Co jest złośliwa jak mucha, 
Która ugryzła pastucha, 
Co drażni kota z podwórka, 
Który podrapał Burka, 
Który szczeka na cały dom, 
Który zbudował Tom.

A to jest właśnie Tom, 
Który ciągnie za ogon cielę, 
Które kopnęło Anielę, 
Co jest złośliwa jak mucha, 
Która ugryzła pastucha, 
Co drażni kota z podwórka, 
Który podrapał Burka, 
Który szczeka na cały dom, 
Który zbudował Tom.

TULIPAN I RÓŻA
W jednym stali wazonie tulipan i róża. 
Rzekł tulipan: 
„Dalipan, 
Że to mnie oburza, 
Pokoju nikt nie wietrzy, duszno niesłychanie, 
W takiej temperaturze żyć nie jestem w stanie. 
Lufcik niech gospodyni przynajmniej otworzy, 
Już wczoraj źle się czułem, a dziś - jeszcze gorzej!”

Odrzecze na to róża: „Panie 
Tulipanie, 
Proszę, niech pan nie nudzi i kwękać przestanie. 
Egoista i sobek z pana! Jak pan może 
Domagać się wietrzenia, gdy chłód jest na dworze? 
Jeśli pan nie zamilknie - język panu przytnę! 
Zdrowie mam takie kruche, płatki aksamitne, 
Łodyżki delikatne, przeciągów się boję, 
Zaraz dreszczy dostaję, gdy wietrzą pokoje, 
Woń, barwę mogę stracić przy lada chorobie, 
A pana to nie wzrusza. Pan myśli o sobie!”

Rzekł tulipan: 
„Dalipan, 
Sądzi pani błędnie, 
Wiadomo, że kwiat każdy bez powietrza więdnie, 
Lecz jeśli pani każe - chętnie się poświęcę, 
Dla pięknej róży - wszystko! I nie mówmy więcej! 
Okna pozamykane niech będą. Pokoje 
Nieprzewietrzane. Trudno!” 
I zwiędli oboje.

Nazajutrz gospodyni, żałując tej straty, 
Wyrzuciła na śmietnik dwa zwiędnięte kwiaty.

TYDZIEŃ
Tydzień dzieci miał siedmioro: 
„Niech się tutaj wszystkie zbiorą!”

Ale przecież nie tak łatwo 
Radzić sobie z liczną dziatwą:

 
Poniedziałek już od wtorku 
Poszukuje kota w worku,

Wtorek środę wziął pod brodę: 
„Chodźmy sitkiem czerpać wodę”.

Czwartek w górze igłą grzebie 
I zaszywa dziury w niebie.

Chcieli pracę skończyć w piątek, 
A to ledwie był początek.

Zamyśliła się sobota: 
„Toż dopiero jest robota!”

Poszli razem do niedzieli, 
Tam porządnie odpoczęli.

Tydzień drapie się w przedziałek: 
„No, a gdzie jest poniedziałek?”

Poniedziałek już od wtorku 
Poszukuje kota w worku –

I tak dalej…

WAKACJE
Jest nas w domu ośmiu braci. 
Jeden czas od świtu traci 
Na łowienie ryb w jeziorze, 
Chociaż złowić nic nie może.

Drugi zaraz się wybierze 
Do dąbrowy na rowerze, 
By zgłębiając leśne gąszcze 
Łapać żuki i chrabąszcze.

Trzeci zwykle o tej porze 
Pływa łodzią po jeziorze, 
A dziś nawet przy sobocie, 
Spędzi cały dzień w namiocie.

Czwarty - śpioch - niedługo wstanie, 
Żeby pójść na polowanie, 
Lecz że strzela nie najlepiej, 
Kaczkę pewno kupi w sklepie.

Piąty wielką ma uciechę, 
Kiedy w kuźni dmucha miechem. 
Kowal na to mu pozwala, 
Bo ma względy w kowala.

Szósty, zamiast mnie tym razem, 
Wszedł na wieżę z ojcem razem, 
Żeby patrzeć jak najdalej, 
Czy się czasem gdzieś nie pali.

Siódmy pobiegł drogą polną, 
Ale ja z nim pójść nie mogę. 
Mnie za karę wyjść nie wolno, 
Bo ja plułem na podłogę.

WĄŻ - KALIGRAF
Daleko, w krainie Goa, 
Żył bardzo długo wąż boa, 
Który przedziwnym trafem 
Był świetnym kaligrafem.

Miał jednak tę naturę, 
Że liter nie pisał piórem. 
Pióro - rzecz nauczycielska, 
On zaś litery niektóre 
Tworzył wprost z własnego cielska.

Kiedy więc barana zjadał, 
W literę Be się układał, 
A kiedy lwa brał na cel, 
Zwijał się w literę eL.

Żeby zgruchotać panterę, 
Tworzył z siebie Pe literę, 
A gdy na szakala szedł, 
Skręcał się cały w eS-Zet. 
I tylko spotkawszy żyrafę 
Popełnił gafę, kiedy gniótł jej grzbiet, 
Bo chociaż był kaligrafem, 
Nie wiedział, jak kropkę postawić nad Zet.

Tak oto w krainie Goa 
Poczynał sobie wąż boa 
I sto lat jeszcze przeżyłby chyba, 
Lecz go wreszcie myśliwy przydybał. 
Wąż nie zdążył poruszyć łbem. 
Pif-paf! - i już leżał nieżywy. 
Leżał w kształcie litery eM. 
Na znak, że go zabił myśliwy.

WIELBŁĄD I HIENA
Jak to czynił wiele razy, 
Szedł raz wielbłąd do oazy, 
A na grzbiecie niósł swe skarby: 
Dwa ogromne, piękne garby.

Zobaczyła go hiena: 
„To dopiero śmieszna scena! 
Inny już ze wstydu zmarłby, 
Gdyby dźwigał aż dwa garby. 
Toż pokraka czworonożna, 
Pęknąć wprost ze śmiechu można!”

Wielbłąd spuścił tylko oczy, 
A hiena za nim kroczy 
I wyśmiewa się bez przerwy, 
Wielbłądowi szarpiąc nerwy.

To go wreszcie tak zgniewało, 
Że zebrawszy siłę całą 
Na hienę wpadł, a przy tym 
Tylnym kopnął ją kopytem, 
Na pustynię dając susa.
- Nie wyśmiewaj się z garbusa!

WIEWIÓRKA I BÓBR
Była raz wiewiórka mała, 
Co skakała i biegała, 
Ale zwykły marsz ją nużył, 
Unikała więc podróży.

„Droga przecież bywa długa 
I wiatr bywa, i szaruga, 
Zmarznąć mogę, zmoknąć mogę, 
Gdybym miała hulajnogę, 
Odbywałabym podróże 
Nawet bardzo, bardzo duże,

Lecz niestety, hulajnoga 
Jest podobno dosyć droga. 
Pójść do bobra nie zawadzi, 
Może on mi coś poradzi”.

Bóbr powiedział tak: „Do mieszka 
Kładź orzeszek do orzeszka, 
Potem z mieszkiem idź do Warki, 
Gdzie co tydzień są jarmarki. 
Tam za twoje oszczędności 
Każdy da z pewnością coś ci 
I za miesiąc już bez mała 
Hulajnogę będziesz miała”.

Tak rzekł mądry bóbr. Wiewiórka 
W gąszcze leśne dała nurka.

Nikt z was chyba dobrze nie wie, 
Co się dzieje w dziupli w drzewie.

Tam wiewiórka właśnie mieszka, 
Tam orzeszek do orzeszka 
Składa pilnie i w cichości 
Liczy swoje oszczędności.

Gdy już miała trzy torebki, 
Pewien zając, dosyć krzepki, 
Porzuciwszy swoje harce 
Pomógł jej. Wiewiórka w Warce 
Wszystkie swoje sprawy w sklepie 
Załatwiła jak najlepiej.

Teraz jedzie, jedzie drogą, 
Jedzie własną hulajnogą, 
Aż za Kraków, aż za Miechów, 
Gdzie jest w lasach moc orzechów.

WIOSENNE PORZĄDKI
Wiosna w kwietniu zbudziła się z rana, 
Wyszła wprawdzie troszeczkę zaspana, 
Lecz zajrzała we wszystkie zakątki: 
- Zaczynamy wiosenne porządki.

Skoczył wietrzyk zamaszyście, 
Poodkurzał mchy i liście. 
Z bocznych dróżek, z polnych ścieżek 
Powymiatał brudny śnieżek.

Krasnoludki wiadra niosą, 
Myją ziemię ranną rosą, 
Chmury, płynąc po błękicie, 
Urządziły wielkie mycie, 
A obłoki miękką szmatką 
Polerują słońce gładko, 
Aż się dziwią wszystkie dzieci, 
Że tak w niebie ładnie świeci.

Bocian w górę poszybował, 
Tęczę barwnie wymalował, 
A żurawie i skowronki 
Posypały kwieciem łąki, 
Posypały klomby, grządki, 
I skończyły się porządki.