Przedszkole Miejskie nr 19
im. Jana Brzechwy
w Gorzowie Wlkp.
 
jesteś tu: strona główna    wiersze j. brzechwy "k"
szukaj:
Powiadom znajomego
Jeżeli znasz kogoś, kogo może zainteresować ta strona, powiadom go o niej.

Twoje imię/nazwisko/pseudonim



Adres e-mail znajomego



 
 

Wiersze J. Brzechwy "K"

KATAR
Spotkał katar Katarzynę -
A - psik!
Katarzyna pod pierzynę -
A - psik!
 
Sprowadzono wnet doktora -
A - psik!
"Pani jest na katar chora" -
A - psik!
 
Terpentyną grzbiet jej natarł -
A - psik!
A po chwili sam miał katar -
A - psik!
 
Poszedł doktor do rejenta -
A - psik!
A to właśnie były święta -
A - psik!
 
Stoi flaków pełna micha -
A - psik!
A już rejent w michę kicha -
A - psik!
 
Od rejenta poszło dalej -
A - psik!
Bo się goście pokichali -
A - psik!
 
Od tych gości ich znów goście -
A - psik!
Że dudniło jak na moście -
A - psik!
 
Przed godziną jedenastą -
A - psik!
Już kichało całe miasto -
A - psik!
 
Aż zabrakło terpentyny -
A - psik!
Z winy jednej Katarzyny -
A - psik!
 
KIJANKI 
Wystroiły się kijanki
W sukieneczki z wodnej pianki.
 
Podziwiały je szczupaki:
"Proszę państwa, kto to taki?
 
Nie kijanki, lecz panienki,
Takie strojne ich sukienki!"
 
"Nie bywało takich jeszcze" -
Zachwycone rzekły leszcze.
 
"Moda piękna i na czasie" -
Odezwały się karasie.
 
Tak pochlebne słysząc wzmianki
Napuszyły się kijanki.
 
Rzekła jedna: "Szczupak zna się,
Również znają się karasie,
 
A na przykład głupie żaby
Za nic mają te powaby."
 
Druga rzekła: "Moja miła,
Ja bym zaraz się zabiła,
 
Gdybym była taką żabą."
"Nie mów! Robi mi się słabo,
 
Gdy pomyślę o tym tylko,
Już wolałabym być kilką,
 
Szprotką, flądrą w galarecie,
Ale żabą? Za nic w świecie."
 
Tak ze sobą rozmawiały,
A tu dzień upłynął cały
 
Chciały zacząć od początku,
Lecz coś było nie w porządku,
 
Bo spostrzegły nagle nocą,
Że nie mówią, lecz rechocą.
 
I ujrzały w brzasku ranka,
Że kijanka - nie kijanka,
 
Tylko żaba, co rada by
Iść czym prędzej między żaby.
 
Otóż macie prawdę mądrą:
Flądra zawsze będzie flądrą,
 
Szprotka szprotką, kilka kilką,
A kijanka - żabą tylko.
 
 
KLEJ
Idzie klej i po kolei
Napotkane rzeczy klei:
 
 
Stołki, szklanki, filiżanki,
Salaterki, wazy, dzbanki,
 
 
Talerzyki, flaszki, miski,
Garnki, wiadra i półmiski,
 
 
Nawet ławki, nawet szafki,
Nawet książki i zabawki.
 
 
Już posklejał kuchnię całą,
A tu ciągle mu za mało,
      
Wysmarował w pół godziny
Wszystkie kołdry i pierzyny,
 
 
Cały dom się klei, lepi,
A on chciałby jeszcze lepiej.
      
Naraz wzięła go ochota,
Co się rzadko komu zdarza,
      
Że przykleił psa do kota,
Kota zaś do kominiarza,
 
 
Zlepił z sobą dwie kumoszki,
Które miały jakieś sprawki,
 
 
Szyld przykleił do dorożki,
A burmistrza do sikawki.
 
 
W mieście straszne widowisko.
Z każdą chwilą coraz gorzej,
      
Już się wszystkim lepi wszystko
I odlepić się nie może.
 
 
Już nie idzie nikt aleją,
Posklejane lampy gasną
 
 
I powieki tak się kleją,
Że za chwilę wszyscy zasną.
 
 
KŁAMCZUCHA 
"Proszę pana, proszę pana,
Zaszła u nas wielka zmiana:
Moja starsza siostra Bronka
Zamieniła się w skowronka,
Siedzi cały dzień na buku
I powtarza: kuku, kuku!"
"Pomyśl tylko, co ty pleciesz!
To zwyczajne kłamstwa przecież."
"Proszę pana, proszę pana,
Rzecz się stała niesłychana:
Zamiast deszczu u sąsiada
Dziś padała oranżada,
I w dodatku całkiem sucha."
"Fe, nieładnie! Fe, kłamczucha!"
"To nie wszystko, proszę pana!
U styjenki wczoraj z rana
Abecadło z pieca spadło,
Całą pieczeń z rondla zjadło,
A tymczasem na obiedzie
Miał być lew i dwa niedźwiedzie."
"To dopiero jest kłamczucha!"
"Proszę pana, niech pan słucha!
Po południu na zabawie
Utonęła kaczka w stawie.
Pan nie wierzy? Daję słowo!
Sprowadzono straż ogniową,
Przecedzono wodę sitem,
A co ryb złowiono przy tym!"
"Fe, nieładnie! Któż tak kłamie?
Zaraz się poskarżę mamie!"
 
 
KŁÓTNIA RZEK 
Jaki powód rzeki miały, 
Że się nagle posprzeczały 
I tak długo trwały w gniewie, 
Tego nikt naprawdę nie wie. 
Ponoć pierwsza rzekła Warta, 
Że jest Noteć nic nie warta, 
Warcie na to rzekła Odra, 
Że jest głupia i niedobra.
Wtedy padły słowa Wieprza: 
„Sama też nie jesteś lepsza!”
 
Wieprza znów skarciła Raba: 
„Oby cię wypiła żaba!”
Na to się odezwie Nida: 
„Tobie samej też się przyda!”
Biebrza na to rzecze grzecznie: 
„Mówisz, rzeko, niedorzecznie”.
Jak nie skoczy San na Biebrzę: 
„Sama wciąż u Narwi żebrze, 
A dla innych - niełaskawa!” 
„San, a głupi!” - rzekła Skawa.
I tak trwały kłótnie długie 
Sanu z Sołą, Wieprza z Bugiem, 
Ledwie coś tam powie która, 
A już Nysa, a już Bzura, 
A już Odra czy Barycza 
Wszystkie wady jej wylicza.
 
To się tak sprzykrzyło Wiśle, 
Że im rzekła po namyśle: 
„Drogie rzeki, biorąc ściśle, 
Waszych słów naprawdę szkoda, 
Przecież to jest wszystko woda. 
Jednakowy los nas czeka, 
W morze wpadnie każda rzeka”.
Gdy tak rzekła mądra Wisła, 
Cała zwada zaraz prysła.
  
KŁÓTNIA ZABAWEK 
Chwaliła się lalka w sklepie,
Że jest bardzo droga.
"Głupia lalko, zamilcz lepiej"
Rzekła hulajnoga.
"Za mnie ludzie więcej płacą.
Bo jest za co."
 
Kolej nakręcana syknęła złośliwie:
"Bardzo ci się dziwię!
Chłopiec, który w ruch mnie wprawia,
Może jechać do Wrocławia,
Do Krakowa i do Kielc,
A ty przy mnie jesteś szmelc."
 
Usłyszały tę rozmowę
Baloniki kolorowe,
Jeden nawet pękł ze złości
I zawołał: "Powiem coś ci!
Kolej warta hulajnogi,
Bo się musi trzymać drogi,
A balonik, jeśli trzeba,
Poleci do nieba."
 
Rzekł samolot: "Jak się chwalą!
Nawet taki pusty balon -
On poleci! Do latania
Służą samoloty,
A samolot rzecz nietania,
Kosztuje sto złotych."
 
W sklepie krzyk się podniósł nagle:
Piszczał żołnierz szkocki,
Okręt machał białym żaglem,
Chrobotały klocki,
Budownictwo spadło z szafki,
Pajac zwichnął ręce.
Tak sprzeczały się zabawki:
Która warta więcej?
 
A skarbonka rzekła skromnie:
"Godzi się pomyśleć o mnie.
Nie chcę robić wam wymówek,
Ale stwierdzam nie bez dumy,
Że w skarbonce ze złotówek
Rosną duże sumy.
Kto oszczędza - nie jest głupi,
Bo on wie najlepiej,
Że na pewno sobie kupi
Każdą rzecz w tym sklepie."
 
Lalka cicho rzekła: "Mama,
Pomyślałam o tym sama."
Mruknął też pluszowy miś:
"Dość już kłótni, dość na dziś." 
A pękaty bąk wybąkał: 
"Jaka mądra ta skarbonka!"
 
 
KOKOSZKA
Śliczną kokoszę miał Tadeuszek: 
Zdobił ją miękki, złocisty puszek, 
Czubek i różne kurze zalety, 
Lecz nie umiała liczyć niestety! 
Jajka znosiła piękne, aż miło, 
Lecz nie wiedziała, ile ich było. 
Siedem? Cztery? Dziewięć? Dwa? 
I kud-ku-da, i kud-ku-da, 
I tak przez cały dzień w kurniku 
Ni be, ni me, ni kukuryku!
W puchu kokoszki ciepłej i czułej 
Z jajek kurczęta wnet się wykluły. 
Patrzy kokoszka - dobry początek, 
Tyle dzieciątek, tyle kurczątek, 
Drobne, drobniutkie, żółte, żółciutkie - 
A jednocześnie myśli ze smutkiem: 
„Siedem? Cztery? Dziewięć? Dwa? 
I kud-ku-da, i kud-ku-da? 
Ach, ileż tego jest w kurniku?” 
Ni be, ni me, ni kukuryku!
 
 
Krąży dokoła biedna kokoszka 
I myśli sobie: „Dolo ma gorzka! 
Wiem już, co zrobię. Wejdę na grzędę 
I po kolei liczyć je będę”. 
Minął dzień jeden, drugi i trzeci, 
Siedzi kokoszka, liczy swe dzieci. 
Siedem, cztery, dziewięć, dwa… 
I kud-ku-da, i kud-ku-da? 
I tak przez cały dzień w kurniku: 
Ni be, ni me, ni kukuryku!
 
 
Wtem do kurnika wszedł Tadeuszek, 
Wszedł Tadeuszek, mały leniuszek. 
Kiedy zobaczył biedną kokoszkę, 
„Mogę - powiada - pomóc ci troszkę, 
Przecież rachunki jeszcze pamiętam, 
Zaraz policzę twoje kurczęta: 
Siedem, cztery, dziewięć, dwa…” 
I kud-ku-da, i kud-ku-da! 
Ach, ileż tego jest w kurniku? 
Ni be, ni me, ni kukuryku!
 
 
KOKOSZKA – SMAKOSZKA
Szła z targu kokoszka-smakoszka, 
Spotkała ją pewna kumoszka. 
„Co widzę? Wątróbka, ozorek? 
Ja do ust tych rzeczy nie biorę!”
Kura na to: „Kud-ku-dak, 
A ja - owszem! A ja - tak!”
 
 
„No, co też paniusia powiada! 
A taka, na przykład, rolada? 
Toż nie ma w niej nic oprócz sadła, 
Już ja bym rolady nie jadła!”
Kura na to: „Kud-ku-dak, 
A ja - owszem! A ja - tak!”
„Lub weźmy, powiedzmy, makaron 
Czy gulasz, czy rybę na szaro, 
Czy jakieś tam flaki z olejem… 
O, nie! Takich potraw ja nie jem!”
Kura na to: „Kud-ku-dak, 
A ja - owszem! A ja - tak!”
 
 
„Są ludzie, paniusiu kochana, 
Co jajka już jedzą od rana. 
Nie dla mnie są takie rozkosze, 
Bo jajek po prostu nie znoszę!”
Kura na to: „Kud-ku-dak, 
A ja - owszem! A ja - tak!”