Przedszkole Miejskie nr 19
im. Jana Brzechwy
w Gorzowie Wlkp.
 
jesteś tu: strona główna    wiersze j. brzechwy "n, o, p"
szukaj:
Powiadom znajomego
Jeżeli znasz kogoś, kogo może zainteresować ta strona, powiadom go o niej.

Twoje imię/nazwisko/pseudonim



Adres e-mail znajomego



 
 

Wiersze J. Brzechwy "N, O, P"

 
NA STRAGANIE
Na straganie w dzień targowy 
Takie słyszy się rozmowy:
„Może pan się o mnie oprze, 
Pan tak więdnie, panie koprze”.
„Cóż się dziwić, mój szczypiorku, 
Leżę tutaj już od wtorku!”
Rzecze na to kalarepka: 
„Spójrz na rzepę - ta jest krzepka!”
 
Groch po brzuszku rzepę klepie: 
„Jak tam, rzepo? Coraz lepiej?”
„Dzięki, dzięki, panie grochu, 
Jakoś żyje się po trochu. 
Lecz pietruszka - z tą jest gorzej: 
Blada, chuda, spać nie może”.
„A to feler” - 
Westchnął seler.
Burak stroni od cebuli, 
A cebula doń się czuli:
„Mój buraku, mój czerwony, 
Czybyś nie chciał takiej żony?”
 
Burak tylko nos zatyka: 
„Niech no pani prędzej zmyka, 
Ja chcę żonę mieć buraczą, 
Bo przy pani wszyscy płaczą”.
„A to feler” - 
Westchnął  seler.
Naraz słychać głos fasoli: 
„Gdzie się pani tu gramoli?!”
„Nie bądź dla mnie taka wielka” - 
Odpowiada jej brukselka.
„Widzieliście, jaka krewka!” - 
Zaperzyła się marchewka.
 
„Niech rozsądzi nas kapusta!” 
„Co, kapusta?! Głowa pusta?!”
A kapusta rzecze smutnie: 
„Moi drodzy, po co kłótnie, 
Po co wasze swary głupie, 
Wnet i tak zginiemy w zupie!”
„A to feler” - 
Westchnął seler.
 
NA WYSPACH BERGANUTACH
Na wyspach Bergamutach 
Podobno jest kot w butach, 
Widziano także osła, 
Którego mrówka niosła, 
Jest kura smograjka 
Znosząca złote jajka, 
Na dębach rosną jabłka 
W gronostajowych czapkach, 
Jest i wieloryb stary, 
Co nosi okulary,
 
Uczone są łososie 
W pomidorowym sosie 
I tresowane szczury 
Na szczycie szklanej góry, 
Jest słoń z trąbami dwiema 
I tylko… wysp tych nie ma.
 
NATKA - SZCZERBATKA
Jest w naszym domu schodowa klatka, 
A na tej klatce - lokali pięć. 
W jednym z nich mieszka Natka - szczerbatka. 
O niej napisać mam dzisiaj chęć.
Mam chęć napisać, bo to jest gratka, 
Bo to okazja ogromnie rzadka. 
Była więc sobie Natka - szczerbatka…
 
Czemu szczerbatka? Zaraz wyjaśnię. 
Wiadomo: każdy człowiek, nim zaśnie, 
Zęby szoruje, by zdrowym być, 
Szczotką i pastą szoruje właśnie. 
A Natka zębów nie chciała myć.
Mówiła: „Nie chcę, 
Szczotka mnie łechce, 
Niech inni myją zęby, gdy chcą, 
A ja nie będę! I żadna siła 
Już mnie nie zmusi, bym zęby myła!”
Co z taką robić? Powiedzcie, co?
Nie wiem, co robić. I wy nie wiecie. 
Dużo jest takich Natek na świecie.
 
Myjemy zęby szczotką i pastą, 
Cóż więc obchodzi i was, i mnie, 
Cóż w rzeczy samej obchodzi nas to, 
Czy Natka zęby myje, czy nie?
Cóż nas obchodzi jakaś tam Natka? 
Niech się nią zajmie ojciec i matka - 
My z niej przykładu nie chcemy brać, 
Bo to, po prostu, głupia dzierlatka, 
Która o zęby nie umie dbać.
Natka nie dbała, myć ich nie chciała. 
Oto, po prostu, historia cała.
 
Czy opowiadać mam do ostatka, 
Czemu sąsiedzi od paru lat 
Mówią o Natce: „Natka - szczerbatka”? 
Myślę, że każdy dawno już zgadł, 
Co znaczy taka przypięta łatka 
I to przezwisko: „Natka - szczerbatka”.
 
NIE PIEPRZ PIETRZE
„Nie pieprz, Pietrze, pieprzem wieprza, 
Wtedy szynka będzie lepsza”.
„Właśnie po to wieprza pieprzę, 
Żeby mięso było lepsze”.
„Ależ będzie gorsze, Pietrze, 
Kiedy w wieprza pieprz się wetrze!”
Tak się sprzecza Piotr z Piotrową, 
Wreszcie posłał po teściową.
 
Ta aż w boki się podeprze: 
„Wieprza pieprzysz, Pietrze, pieprzem? 
Przecież wie to każdy kiep, że 
Wieprze są bez pieprzu lepsze!”
Piotr pomyślał: „Też nie lepsza!” 
No, i dalej pieprzy wieprza.
Poszli wreszcie do starosty, 
Który znalazł sposób prosty:
„Wieprza pieprz po prawej stronie, 
A tę lewą oddaj żonie”.
Mądry sąd wydała władza, 
Lecz Piotrowi nie dogadza.
 
„Klepać biedę chcesz, to klepże, 
A ja chcę sprzedawać wieprze”.
Błaga żona: „Bądź już lepszy, 
Nie pieprz wieprza!” A on pieprzy.
To Piotrową tak zgniewało, 
Że wylała zupę całą,
Piotr zaś poszedł wprost do Wieprza 
I utopił w Wieprzu wieprza.
 
ORZECH
Miał pan rejent ze Zwolenia 
Twardy orzech do zgryzienia,
Nim go rozgryzł do połowy, 
Stracił kieł i ząb trzonowy,
Wreszcie krzyknął: „A to gratka, 
Proszę mi poszukać dziadka!”
Przybiegł dziadek siwiuteńki, 
Twardy orzech wziął do ręki.
 
„Opamiętaj się, człowieku, 
Nie mam zębów od pół wieku, 
Taka sztuka to dla wnuka, 
Niechaj służba go poszuka”.
Wnuk, wiadomo, był siłaczem: 
„Niechaj orzech ten zobaczę”.
Wziął go, włożył między szczęki: 
„Rzeczywiście, nie jest miękki!”
Po upływie pół godziny 
Pot już spływał mu z czupryny.
 
Wreszcie przerwał ciężką pracę: 
„Nie poradzę, zęby stracę, 
Ale znam kowala w mieście, 
Co ten orzech stłucze wreszcie”.
Posłał rejent po kowala, 
A już kowal się przechwala:
„Dla mnie to jest rzecz nienowa, 
Jestem, panie, z Żelechowa, 
A wiadomo, że Żelechów 
Słynie z dziadków do orzechów”.
Huknął kowal wielkim młotem, 
A młot rozpadł się z łoskotem.
 
Jęknął kowal: „Co za orzech, 
Żadna siła go nie zmoże, 
Twardy orzech do zgryzienia, 
Nie poradzę. Do widzenia”.
Poszedł kowal, a tymczasem 
Właśnie szła wiewiórka lasem.
Do pokoju oknem wpadła, 
Orzech zgryzła, jądro zjadła,
 
O czym rejent jak najprędzej 
Spisał akt w ogromnej księdze.
 
OSIOŁ I RÓŻA
Przemówił osioł do róży: 
„Tak pani zapach mnie nuży, 
A kolce, paniusiu złota, 
To jest zwyczajna głupota. 
I taka pani pąsowa, 
Że boli po prostu głowa. 
Niech pani weźmie pokrzywę: 
Z niej są korzyści prawdziwe, 
Bezwonna jest, no a przy tym 
Zjeść można ją z apetytem. 
I każdy osioł to powie: 
Pokrzywa taka - to zdrowie!” 
 
A na to róża wyniośle 
Odrzecze: „Na szczęście, ośle, 
Nie same osły na świecie”.
„E, głupstwa paniusia plecie, 
Już znam się na tej piosence, 
Toć nas jest na świecie więcej!”
 
PAJĄK I MUCHY
Pająk na stare lata był ślepy i głuchy, 
Nie mogąc tedy złapać ani jednej muchy,
Z anten swej pajęczyny obwieścił orędzie, 
Że zmienił się i odtąd much zjadać nie będzie,
Że pragnąłby swe życie wypełnić czymś wzniosłem 
I zająć się, jak inni, uczciwym rzemiosłem,
A więc po prostu szewstwem. Zaś na dowód skruchy 
Postanowił za darmo obuć wszystkie muchy.
 
Niech śmiało przybywają i młode, i stare, 
A on, szewskim zwyczajem, zdejmie każdą miarę!
Muchy, słysząc o takiej poprawie pająka, 
Przyleciały i jęły pchać się do ogonka.
Podstawiają więc nóżki i wesoło brzęczą, 
A pająk je okręca swą nitką pajęczą,
Niby mierzy dokładnie, gdzie stopa, gdzie pięta, 
A tymczasem wciąż mocniej głupie muchy pęta.
 
Muchy patrzą i widzą, że wpadły w pułapkę, 
Pająk zaś, który dawno miał już na nie chrapkę,
Pogłaskał się po brzuchu i zjadł obiad suty. 
Odtąd mówi się u nas: „Uszyć komuś buty”.