Przedszkole Miejskie nr 19
im. Jana Brzechwy
w Gorzowie Wlkp.
 
jesteś tu: strona główna    wiersze j. brzechwy "p"
szukaj:
Powiadom znajomego
Jeżeli znasz kogoś, kogo może zainteresować ta strona, powiadom go o niej.

Twoje imię/nazwisko/pseudonim



Adres e-mail znajomego



 
 

Wiersze J. Brzechwy "P"

 
PROT I FILIP
Prot i Filip lat już wiele 
Słyną jako przyjaciele.
Czy wesele, czy też stypa, 
Prot nie pójdzie bez Filipa,
Nie opuści Filip Prota, 
Choćby dostał worek złota.
Gdy się zdarzy jaka bieda, 
Prot Filipa skrzywdzić nie da.
 
 Kiedy Prota zmoże grypa, 
Już przy Procie masz Filipa.
Dość, że wszyscy wiedzą o tym: 
Prot z Filipem, Filip z Protem.
Lecz i przyjaźń czasem bywa 
Niesłychanie uciążliwa.
Filip chował rybki złote, 
A tu Prot umyślił psotę:
Wziął i wszystkie zjadł w potrawce. 
Filip, zły, chce znaleźć sprawcę,
Caluteńki dom przetrząsa, 
A Prot śmieje się spod wąsa:

„Ach, Filipie, ach, Filipie, 
Trzeba znać się na dowcipie!”
Raz gotował Filip flaki, 
A Prot wpadł na pomysł taki,
Że podrzucił mu do garnka 
Stary kalosz. Filip sarka,
Obwąchuje całą kuchnię, 
A tu obiad gumą cuchnie.
Filip wzdycha i narzeka, 
A Prot woła już z daleka:
„Ach, Filipie, ach, Filipie, 
Trzeba znać się na dowcipie!”

Filip dostał raz po dziadku 
Pozłacany fotel w spadku,
Mówił tedy wszystkim dumnie: 
„To najlepszy mebel u mnie”.
Prota nudził spokój błogi, 
Więc w fotelu podciął nogi,
Potem rzecze: „Przyjacielu, 
Usiądź sobie w tym fotelu”.
Filip usiadł, a tu właśnie 
Fotel pod nim jak nie trzaśnie,
Cztery nogi - w cztery strony, 
Wstaje Filip potłuczony:

„Któż to zrobił mi, u licha?” 
Na to Prot ze śmiechu prycha:
„Ach, Filipie, ach, Filipie, 
Trzeba znać się na dowcipie!”
Tu już Filip najwyraźniej 
Dość miał całej tej przyjaźni:
„Lubisz psoty? Oto psota, 
Która jest w sam raz dla Prota!”
Przy tych słowach popadł w zapał, 
Za czuprynę Prota złapał,
Wytarmosił bez litości, 
Porachował wszystkie kości

I za krzywdy tak odpłacił, 
Że Prot cały dowcip stracił.

PRZYJŚCIE LATA
I cóż powiecie na to, 
Że już się zbliża lato?
Kret skrzywił się ponuro: 
„Przyjedzie pewnie furą”.
Jeż się najeżył srodze: 
„Raczej na hulajnodze”.
Wąż syknął: „Ja nie wierzę. 
Przyjedzie na rowerze”.

Kos gwizdnął: „Wiem coś o tym. 
Przyleci samolotem”.
„Skąd znowu - rzekła sroka - 
Nie spuszczam z niego oka 
I w zeszłym roku, w maju, 
Widziałam je w tramwaju”.
„Nieprawda! Lato zwykle 
Przyjeżdża motocyklem!”
„A ja wam to dowiodę, 
Że właśnie samochodem”.

„Nieprawda, bo w karecie!” 
„W karecie? Cóż pan plecie? 
Oświadczyć mogę krótko, 
Przypłynie własną łódką”.
A lato przyszło pieszo - 
Już łąki nim się cieszą 
I stoją całe w kwiatach 
Na powitanie lata.

PRZYJŚCIE WIOSNY
Naplotkowała sosna, 
że już się zbliża wiosna.
Kret skrzywił się ponuro: 
„Przyjedzie pewnie furą”.
Jeż się najeżył srodze: 
„Raczej na hulajnodze”.
Wąż syknął: „Ja nie wierzę. 
Przyjedzie na rowerze”.

Kos gwizdnął: „Wiem coś o tym. 
Przyleci samolotem”.
„Skąd znowu - rzekła sroka - 
Ja jej nie spuszczam z oka 
I w zeszłym roku, w maju, 
Widziałam ją w tramwaju”.
„Nieprawda! Wiosna zwykle 
Przyjeżdża motocyklem!”
„A ja wam to dowiodę, 
Że właśnie samochodem”.

„Nieprawda, bo w karecie!” 
„W karecie? Cóż pan plecie? 
Oświadczyć mogę krótko, 
Przypłynie własną łódką”.
A wiosna przyszło pieszo - 
Już kwiaty z nią się śpieszą, 
Już trawy przed nią rosną 
I szumią: „Witaj wiosno!”.

PSIE SMUTKI
Na brzegu błękitnej rzeczki 
Mieszkają małe smuteczki.
Ten pierwszy jest z tego powodu, 
Że nie wolno wchodzić do ogrodu, 
Drugi - że woda nie chce być sucha, 
Trzeci - że mucha wleciała do ucha, 
A jeszcze, że kot musi drapać, 
Że kura nie daje się złapać, 
Że nie można gryźć w nogę sąsiada 
I że z nieba kiełbasa nie spada,

A ostatni smuteczek jest o to, 
Że człowiek jedzie, a piesek musi biec piechotą.
Lecz wystarczy pieskowi dać mleczko 
I już nie ma smuteczków nad rzeczką.

PTASI MÓZG
Dnia pewnego leśne ptaki 
Przeczytały napis taki: 
„Tu dla mody i ozdoby 
Wymieniamy ptasie dzioby! 
Szlifujemy, poprawiamy 
I zapłaty nie żądamy”.
Widzą ptaki: dziupla w drzewie, 
Kto w tej dziupli jest - nikt nie wie.

Powiedziały mądre sowy: 
„Nowy dziób to kłopot nowy, 
Poczekajmy z tym do zimy, 
A na wiosnę - zobaczymy”.
Słowik nie chciał zmienić dzioba: 
„Mnie się właśnie mój podoba”.
Szpak powiedział: „Po co zmiany? 
Dziób mam pięknie szlifowany”.
Rzekła pliszka: „Może są tu 
Jakieś dzioby do remontu, 
Do poprawek, do przeróbek, 
Lecz nie mój wytworny dzióbek”.

Gwizdnął kos: „Znam chwyt najprostszy, 
Dobrze wiem, jak dziób się ostrzy”.
Gil-żółtodziób ćwierknął: „Oby 
Wszyscy mieli takie dzioby!”
Dzięcioł milcząc w korę pukał, 
Bo go raz już ktoś oszukał, 
Pukał w korę i sikorę 
Ostrzegł jeszcze w samą porę.

Z dziupli wylazł lisek rudy, 
Zaklął: „Na nic wszystkie trudy! 
Ptakom już nie udowodnię, 
Że się trzeba nosić modnie. 
Ptak ma ptasi mózg! Z tej racji 
Znów zostałem bez kolacji”.

PTASIE PLOTKI
Usiadła zięba na dębie: 
„Na pewno dziś się przeziębię! 
Dostanę chrypki, być może, 
Głos jeszcze stracę, broń Boże, 
A koncert mam zamówiony 
W najbliższą środę u wrony”.
Jęknęły smutnie żołędzie: 
„Co będzie, ziębo, co będzie? 
Leć do dzięcioła, do buka, 
Niech dzięcioł ciebie opuka!”

Podniosła lament sikora: 
„Podobno zięba jest chora!”
Gil z tym poleciał do szpaka. 
„Jest sprawa taka a taka: 
Mówiła właśnie sikora, 
Że zięba jest ciężko chora”.
Poleciał szpak do słowika: 
„Ze słów sikory wynika, 
Że zięba już od miesiąca 
Po prostu jest konająca”.
Słowik wróblowi polecił, 
By trumnę dla zięby sklecił.
Rzekł wróbel do drozda: „Droździe, 
Do trumny przynieś mi gwoździe”.

Stąd dowiedziała się wrona, 
Że zięba na pewno kona.
A zięba nic nie wiedziała, 
Na dębie sobie siedziała, 
Aż jej doniosły żołędzie, 
Że koncert się nie odbędzie, 
Gdyż zięba właśnie umarła 
Na ciężką chorobę gardła.

PYTALSKI
Na ulicy Trybunalskiej 
Mieszka sobie Staś Pytalski, 
Co, gdy tylko się obudzi, 
Pytaniami dręczy ludzi.

W którym miejscu zaczyna się kula? 
Co na deser gotują dla króla? 
Ile kroków jest stąd do Powiśla? 
O czym myślałby stół, gdyby myślał? 
Czy lenistwo na łokcie się mierzy? 
Skąd wiadomo, że Jurek to Jerzy? 
Kto powiedział, że kury są głupie? 
Ile much może zmieścić się w zupie? 
Na co łysym potrzebna łysina? 
Kto indykom guziki zapina? 
Skąd się biorą bruneci na świecie? 
Ile ważą dwa kleksy w kajecie? 
Czy się wierzy niemowie na słowo? 
Czy jaskółka potrafi być krową?
 
Dziadek już od roku siedzi 
I obmyśla odpowiedzi, 
Babka jakiś czas myślała, 
Ale wkrótce osiwiała, 
Matka wpadła w stan nerwowy 
I musiała zażyć bromu, 
Ojciec zaś poszedł po rozum do głowy 
I kiedy powróci - nie wiadomo.