Przedszkole Miejskie nr 19
im. Jana Brzechwy
w Gorzowie Wlkp.
 
jesteś tu: strona główna    wiersze j. brzechwy "w, z"
szukaj:
Powiadom znajomego
Jeżeli znasz kogoś, kogo może zainteresować ta strona, powiadom go o niej.

Twoje imię/nazwisko/pseudonim



Adres e-mail znajomego



 
 

Wiersze J. Brzechwy "W, Z"

 
WŁOS
Pan starosta jadł przy stole, 
Naraz patrzy - włos w rosole. 
Krzyknął więc na cały głos: 
„Chciałbym wiedzieć, czyj to włos! 
Co to jest za zwyczaj taki, 
Żeby w zupie były kłaki? 
Starościno, co chcesz, rób, 
Ja nie jadam takich zup!”

Starościna aż pobladła, 
Z przerażenia z krzesła spadła, 
Patrzy w talerz: marny los, 
Rzeczywiście - w zupie włos.

Wpadła z krzykiem na kucharza: 
„Że też taka rzecz się zdarza, 
Włos w rosole, ładna rzecz - 
Niech pan sobie idzie precz!”

Kucharz zgubił okulary, 
Włożył buty nie do pary, 
Do talerza wetknął nos: 
Rzeczywiście - w zupie włos.

Wstyd okropnie starościnie, 
Dowiedziano się w rodzinie, 
Że starosta nie chce jeść, 
Przybiegł wuj i stryj, i teść.

 
Teść przybliżył się do misy 
I powiada: „Jestem łysy, 
Włos na pewno nie jest mój. 
Może wie coś o tym wuj?”

Wuj z kieszeni wyjął lupę 
I przez lupę bada zupę: 
„Widzę włos, lecz nie wiem czyj, 
Może zna się na tym stryj”.

Stryj przybliżył się do stołu, 
Zajrzał bacznie do rosołu, 
Po czym gwizdnął niby kos: 
„Znam się na tym - to jest włos”.

Sprowadzono geometrę, 
Żeby zmierzył centymetrem 
I powiedział wszystkim wprost, 
Co to w zupie jest za włos.

Geometra siadł za stołem, 
Mierzył, liczył coś z mozołem, 
Zużył kartek cały stos 
I powiedział: „To jest włos! 
Ja się na tym nie znam, lecz czy 
Nie pomoże sędzia śledczy? 
Węszę tutaj zbrodni ślad, 
Skoro włos do zupy wpadł”.

Sędzia śledczy sprawę zbadał 
I powiada: „Trudna rada, 
Muszę w sprawie zabrać głos, 
Proszę państwa, to jest włos”.

Wtem ktoś myśl wysunął nową: 
„Trzeba wezwać straż ogniową”. 
Pan starosta zmarszczył twarz: 
„Może być ogniowa straż”.

Przyjechali wnet strażacy, 
Raźnie wzięli się do pracy 
I wyjęli z zupy włos: 
Taki to był włosa los!

WRONA I SER
„Niech mi każdy powie szczerze, 
Skąd się wzięły dziury w serze?”

Indyk odrzekł: „Ja właściwie 
Sam się temu bardzo dziwię”.

Kogut zapiał z galanterią: 
„Kto by też brał ser na serio?”

Owca stała zadumana: 
„Pójdę, spytam się barana”.

Koń odezwał się najprościej: 
„Moja rzecz to dziury w moście”.

Pies obwąchał ser dokładnie: 
„Czuję kota: on tu kradnie!”

Kot udając, że nie słyszy, 
Miauknął: „Dziury robią myszy”.

Przyleciała wreszcie wrona: 
„Sprawa będzie wyjaśniona, 
Próbę dziur natychmiast zrobię, 
Bo mam świetne czucie w dziobie”.

Bada dziury jak należy, 
Każdą dziurę w serze mierzy, 
Każdą zgłębia i przebiera - 
A gdzie ser jest? Nie ma sera!

Indyk zsiniał, owca zbladła: 
„Gwałtu! Wrona ser nam zjadła!”

Na to wrona na nich z góry: 
„Wam chodziło wszak o dziury. 
Wprawdzie ser zużyłam cały, 
Ale dziury pozostały! 
Bo gdy badam, nic nie gadam, 
I co trzeba zjeść, to zjadam. 
Trudno. Nikt dziś nie docenia 
Prawdziwego poświęcenia!”

Po czym wrona, jak to ona, 
Poszła sobie obrażona.

WYSSANE Z PALCA
Pan Wincenty ten zwyczaj miał, 
Że nieustannie palec ssał. 
Niegrzeczne dzieci z niego się śmiały: 
„Panie Wincenty, czy pan jest mały? 
Wszak to rozumie się samo przez się, 
Że człowiek dorosły palca nie ssie, 
Dziś niemowlęciu też każda niania 
Ssać, proszę pana, palec zabrania, 
A pan go ciągle ssie jak najęty. 
Czy to wypada, panie Wincenty?”

Sąsiad zdziwiony pytał się: 
„Czemu pan ciągle palec ssie? 
Pan przecież palcem drapie się w głowę, 
Palcem pan zwilża znaczki pocztowe, 
Palcem pan dłubie w uchu, gdy trzeba, 
Palcem pan kręci kuleczki z chleba, 
Palcem pan w brydżu rozdaje karty, 
Palcem pan sprawdza, czy kurz wytarty, 
A potem palec pan do ust wkłada. 
Panie Wincenty, czy to wypada?”

Stał pan Wincenty wielce zmieszany 
I twarz odwracał nawet do ściany: 
„Ach - wzdychał smutnie - wstyd mi szalenie, 
To takie głupie przyzwyczajenie…” 
I zawstydzony jak mały malec, 
Wiecie, co robił? Do ust kładł palec.

Wyznam wam szczerze - na nic wykręty - 
Ja też ssę palec jak pan Wincenty 
I właśnie wiersz ten, co napisałem, 
Po prostu z palca sobie wyssałem.

Z MOTYKĄ NA SŁOŃCE
Roch węgla od dawna pod piecem nie widział, 
Już skończył się zapas, wyczerpał się przydział.

Więc Roch wpadł na pomysł: „Tak zimno w chałupie, 
A słońce jest wielkie. Gdy okruch odłupię 
I wrzucę do pieca, wystarczy mi ciepła, 
By barszcz nie zamarzał i kasza nie krzepła”.

Pomyślał i ruszył z motyką na słońce, 
A słońce - wiadomo - jak ogień gorące.

Motyka już topić się z wolna zaczęła, 
Lecz Roch nie ustawał, Roch wołał: „Do dzieła! 
Do dzieła! Choć sobie czuprynę osmalę, 
Wciąż będę motyką uderzał wytrwale 
I choćby mnie słońce spaliło na popiół, 
Nikt we wsi nie powie, żem swego nie dopiął!”

To rzekłszy przygarnął dwie chmury deszczowe, 
Z nich jedną położył, jak kompres na głowę, 
A drugą wyżymał zwilżając ostrożnie 
Motykę, jak zwilża się kurę na rożnie.

Bił w tarczę słoneczną, choć dręczył go upał, 
Aż w końcu motyką okruszek odłupał.

Zawinął go w chmurę, jak w szmatkę wilgotną, 
I podał czym prędzej Rochowej przez okno.

Rochowa okruszek do pieca wrzuciła, 
Obrała ziemniaki i barszcz nastawiła.

Buzuje się okruch słoneczny na ruszcie, 
A wy, jeśli chcecie, czyn Rocha powtórzcie.

Nauka zaś taka z wierszyka wynika, 
Że może każdemu się przydać motyka.

ZAPAŁKA
Mówiła dumnie zapałka: 
„Pokażcie takiego śmiałka, 
Co w domu zadarłby ze mną, 
Gdy nagle zrobi się ciemno. 
Doprawdy, słońce jest niczym 
Ze swym błyszczącym obliczem, 
Bo tylko w dzień świecić może, 
A ja zaś o każdej porze!”

„To ci heca!” - 
Rzekła świeca.

Zapałka na to zuchwale: 
„Gdy zechcę, świat cały spalę 
I choć nie lubię się chwalić, 
Potrafię Wisłę podpalić”. 
Po czym, po krótkim namyśle, 
Skoczyła i znikła w Wiśle. 
Tak się skończyły przechwałki 
Zarozumiałej zapałki.

„To ci heca!” - 
Rzekła świeca.

ZEGAREK
„Jak się zegarkowi powodzi?” 
„Owszem, niczego, chodzi”. 
„Podobno spieszy się o trzy minuty?” 
„Owszem. Jest trochę zepsuty”.

Zegarek w duchu klnie, 
Bardzo mu to nie w smak, 
Chciałby powiedzieć: „Nie!” 
A mówi: „Tak-tak, tak-tak, tak-tak”.

„Pan jakoś dziś niewesoły?” 
„Bo się spóźniłem do szkoły”. 
„Nie wiedział pan, która godzina? 
Czyżby pękła sprężyna?”

Zegarek w duchu klnie, 
Bardzo mu to nie w smak, 
Chciałby powiedzieć: „Nie!” 
A mówi: „Tak-tak, tak-tak, tak-tak”.

„Jakiej to marki zegarek?” 
„Ja nie wiem. Tyle jest marek…” 
„To zwykła tandeta, panie, 
Za chwilę na pewno stanie!”

Zegarek w duchu klnie, 
Bardzo mu to nie w smak, 
Chciałby powiedzieć: „Nie!” 
A mówi: „Tak-tak, tak-tak, tak-tak”.

ZERO
Toczyło się po drodze: 
„Z drogi, gdy ja przechodzę! 
Ja jestem sto tysięcy, 
A może jeszcze więcej”.

Folgując swej naturze, 
Wołało: „Jestem duże!”

Pyszniło się przed światem, 
Że takie jest pękate.

Mówili wszyscy z cicha: 
„Ma brzuch, a brzuch to pycha”. 
I później się dopiero 
Spostrzegli, że to zero.

ZIEWADŁO
Wyszedł Romek 
Przed domek 
Szukać w sadzie poziomek. 
Znalazł jedną - zjadł, 
Znalazł drugą - zjadł, 
Sprzykrzył mu się sad, 
Na kamieniu siadł 
W cieniu drzewa 
I ziewa, 
I ziewa, 
I ziewa.

„Oj, ziewadło, ziewadło, 
Co cię dzisiaj napadło?”

„A tak sobie poziewuję, 
Bo dostałem aż trzy dwóje: 
Pomyliłem rzekę Biebrzę, 
Powiedziałem „koń” o zebrze, 
Rozmawiałem na algebrze. 
A gdy miewa się złe stopnie, 
Wtedy ziewa się okropnie”.
„Ze zmęczenia, proszę lenia?” 
„Ze zmęczenia, ze zmartwienia…”

„Oj, ziewadło, ziewadło, 
Wszystko spać się pokładło 
I na ciebie też już czas”.

„Czemu mnie pan tak pogania? 
Ziewnę sobie jeszcze raz, 
Będę piątkę miał z ziewania”.

ZNAKI PRZESTANKOWE
Prowadziły raz rozmowę 
Różne znaki przestankowe.

Rzekł dwukropek: „Mógłbym przysiąc, 
Że tu jest dwukropków z tysiąc, 
Bo beze mnie nie ma zdania…” 
„A bez znaku zapytania?…”

„Też pomysły - rzekł cudzysłów. - 
Śmiać się można z tych pomysłów, 
Bo kto czytał różne wiersze, 
Wie, że mam w nich miejsce pierwsze”.

„O, przepraszam - rzekł przecinek - 
Mógłbym wziąć to za przycinek, 
Bez przecinka nie ma zdania…” 
„A bez znaku zapytania?…”

„Niezły komik, niezły zbytnik!” - 
Zirytował się wykrzyknik. - 
„Nie chcę chwalić się przed nikim, 
Ale jestem wykrzyknikiem!”

Myślnik leżąc milczał smutnie, 
A tu średnik wdał się w kłótnię: 
„Jak ze wszystkich zdań wynika, 
Nie ma wiersza bez średnika, 
Bez średnika nie ma zdania…” 
„A bez znaku zapytania?…”

Kropka, słysząc te hałasy 
Sprowadziła dwa nawiasy: 
„Cni panowie, zacne panie, 
Zamykamy całe zdanie! 
Koniec! Kropka! Odpoczynek!” 
„Znów przycinek!” - 
Rzekł przecinek.