Wiersze J. Brzechwy " F, G, H"

 FOKA
Mole foce zjadły futro. 
„W czym na spacer wyjdę jutro?”
Poszła foka do oposa: 
„Jestem naga, jestem bosa, 
Co ja teraz, biedna, pocznę? 
Daj choć futro zeszłoroczne”.
Opos tylko drzwi zatrzasnął: 
„Każdy nosi odzież własną!”

Poszła foka między bobry: 
„Może będzie kto tak dobry 
I ponosić futro da mi? 
Futro przecież się nie splami”.
Bobry rzekły na to: „Foko, 
Bieda u nas jest w tym roku, 
Może jednak ci niedźwiedzie 
Dopomogą w twojej biedzie”.
Ale niedźwiedź tylko mlasnął: 
„Każdy nosi odzież własną!”
Poszła foka do borsuka: 
„Może pan mi coś wyszuka?”

Borsuk zmierzył ją z wysoka: 
„Z pani jest po prostu - foka!”
Nie pomogły również lisy - 
Lis przeważnie sam jest łysy.
Nie zastała gronostajów, 
Szenszyl kazał przyjść jej w maju,
Jeszcze gorzej poszło z lutrą, 
Skunks miał w pralni swoje futro.
Poszła foka w złym humorze: 
„Nikt mi, widzę, nie pomoże”.
Pozbierała na dnie szafki 
Zniszczonego futra skrawki 
I zaniosła do kuśnierza.

Kuśnierz mierzy i przymierza, 
Poupinał skrawki modnie, 
Potem szył przez dwa tygodnie, 
Lecz by dziury zaszyć w futrze, 
Musiał futro zrobić krótsze.
Jak tu foka w złość nie wpadnie: 
„Ależ mnie pan ubrał ładnie! 
Przód jest krótszy o trzy cale, 
Moich rąk nie widać wcale, 
Pan mi zeszył nogi obie, 
Co ja teraz, biedna, zrobię?”

Kuśnierz zmrużył jedno oko: 
„Trudno. Będzie pani foką”.
Odtąd foka nieszczęśliwa 
Już nie chodzi, tylko pływa. 
 
FRUWAJĄCA KROWA
Wszystkie krowy na świecie, jak wiecie,
Obyczaje miewają jednakie,
Ale żyła w skowrońskim powiecie
Taka krowa, co chciała być ptakiem.
 
Zazdrościła gawronom i srokom,
Że tak sobie latają wysoko,
 
Spoglądała z pastwiska na szczygły
I na szpaki, co lot mają śmigły,
 
Zazdrościła wesołym jaskółkom,
Że nad ziemią fruwają wciąż w kółko.
 
Pomyślała: "Polecę do nieba,
Bo mi tego dla zdrowia potrzeba,
 
Jestem ciężka i trochę opasła,
Ale kocham ten bezmiar szeroki,
Będę odtąd na chmurkach się pasła,
Będę jadła soczyste obłoki."
 
Weszła tedy na górę pobliską,
A ujrzawszy pod sobą urwisko,
Wnet zabrała się mądrze do dzieła:
Wzięła rozpęd, pobiegła przed siebie,
I wysoko jak ptak pofrunęła,
A po chwili znalazła się w niebie.
 
Zjadła kilka obłoków ze smakiem,
Gdy zaś wreszcie już dość miała jadła,
Rzekła: "Wolę być krową niż ptakiem."
I na ziemię wolniutko opadła.
 
Wy mi zaraz na pewno powiecie,
Że historia ta jest niebywała,
A ja wiem, że w skowrońskim powiecie
Była krowa, co fruwać umiała.
 
 
GDYBY RZEKI I JEZIORA
Gdyby rzeki i jeziora 
Zlać w ogromną jedną głąb, 
Gdyby wszystkie drzewa w borach 
Złączyć w jeden wielki dąb, 
Gdyby siekier jak najwięcej 
Wziąć i stopić w jeden stop, 
Gdyby z ludzi sto tysięcy 
Powstał jeden wielki chłop, 
Gdyby olbrzym ten potężny 
Tę siekierę ujął w dłoń 
I ściął dąb ten niebosiężny, 
I dąb runąłby w tę toń,

Toby było dużo drzazg. 
Toby był i pluski, i trzask. 
 
GLOBUS
W szkole
Na stole
Stał globus -
Wielkości arbuza.
Aż tu naraz jakiś łobuz
Nabił mu guza.
Z tego wynikła
Historia całkiem niezwykła:
 
Siedlce wpadły do Krakowa,
Kraków zmienił się w jezioro,
Nowy Targ za San się schował,
A San urósł w górę sporą.
 
Tatry, nagle wywrócone,
Okazały się w dolinie,
Wieprz popłynął w inną stronę
I zawadził aż o Gdynię.
 
Tam gdzie wpierw płynęła Wisła,
Wyskoczyła wielka góra,
Rzeka Bzura całkiem prysła,
A powstała góra Bzura.
 
Stary Giewont zląkł się wielce
I przykucnął pod parkanem,
Każdy myślał, że to Kielce,
A to było Zakopane.
 
Łódź pobiegła pod Opole
W jakichś bardzo ważnych sprawach -
Tylko nikt nie wiedział w szkole,
Gdzie podziała się Warszawa.
 
Nie było jej na Śląsku ani w Poznańskim,
Ani na Pomorzu, ani pod Gdańskiem,
Ani na Ziemiach Zachodnich,
Ani na północ od nich,
Ani blisko, ani daleko,
Ani nad żadną rzeką,
Ani nad żadnym z mórz.
Po prostu przepadła - i już!
 
Trzeba prędzej oddać globus do naprawy,
Bo nie może Polska istnieć bez Warszawy!
 
GŁOWA W PIASKU 
Dla uniknięcia domowych niesnasek 
Struś schował głowę w piasek. 
Tymczasem szła pani strusiowa. 
„A któż to ukrywa tu się? 
A któż to przede mną się chowa? 
Poznaję pióra strusie, 
A po piórach poznaję osobę”. 
I mówiąc to kolnęła strusia dziobem. 
„Tuś, mój mężusiu, tuś!” 
Struś skoczył jak oparzony, 
Bo to wcale nie był mąż tej żony, 
Tylko zupełnie inny struś.
Strusiowa widząc nieporozumienie 
Przepraszała strusia szalenie, 
On zaś jęknął: „Rozumiem pomyłkę, rzecz prosta, 
Ale com dostał, tom dostał”.
No widzisz, kochany głuptasku, 
Pomyśl, czy warto chować głowę w piasku?
 
GRZEBIEŃ I SZCZOTKA 
Jurek bardzo był niedbały,
Aż się ciotki zamartwiały,
Aż ze złości ciotki chudły:
"Masz nie włosy, tylko kudły,
Potargane, rozczochrane,
To są rzeczy niesłychane!
Raz się uczesz, raz przynajmniej,
Dużo czasu to nie zajmie,
Masz tu szczotkę, masz tu grzebień,
Musisz zacząć dbać o siebie."
 
Grzebień zęby szczerzy,
A szczotka się jeży:
"Czesz się, Jerzy, jak należy,
Czesz się, Jerzy, jak należy!"
 
Poszedł Jurek raz przy święcie
Do kolegów na przyjęcie,
Oczywiście - nieczesany,
Potargany, rozczochrany,
Dzwoni - chciałby wejść do środka -
Patrzy: grzebień, patrzy: szczotka!
 
Grzebień zęby szczerzy,
A szczotka się jeży:
"Czesz się, Jerzy, jak należy,
Czesz się, Jerzy, jak należy!"
 
 
 GRZYBY
Król Borowik Prawdziwy szedł lasem
postukując swym jedynym obcasem,
a ze złości brunatny był cały,
bo go muchy okrutnie kąsały.
Tedy siadł uroczyście pod dębem
I rozkazał na alarm bić w bęben:
„Hej, grzyby, grzyby,
Przybywajcie do mojej siedziby,
Przybywajcie orężnymi pułkami,
Wyruszamy na wojnę z muchami”.
 
 
Odezwały się pierwsze opieńki:
„Opieniek jest maleńki,
A tu trzeba skakać na sążeń,
Gdzie nam, królu, do takich dążeń?!”
Załkały serowiatki:
„My mamy maleńkie dziatki,
Wolimy życie spokojne,
Inne grzyby prowadź na wojnę”.
Zaszemrały modraczki:
„Mamy całkiem zniszczone fraczki,
Mamy buty wśród grzybów najstarsze,
Nie dla nas wojenne marsze”.
 
 
Zastękały czubajki:
„Wpierw musimy wypalić fajki,
Wypalimy je, królu, do zimy,
W zimie z tobą na wojnę ruszymy”.
A król siedzi niezmiennie pod dębem,
Każe znowu na alarm bić w bęben:
„Przybywajcie, pieczarki, maślaki,
Trufle, gąski, purchawki, koźlaki,
Bedłki, rydze, bielaki i smardze,
Przybywajcie, bo tchórzami gardzę!”
 
 
Ledwo rzekł to, wtem patrzy, a z boru
Maszeruje pułk muchomorów:
„Przychodzimy z muchami wojować,
Ty nas, królu, na wojnę prowadź!”
Wojowały grzybowe zuchy,
Pokonały aż cztery muchy,
Król Borowik winszował im szczerze
I dał wszystkim po grzybowym orderze.
 
HIPOPOTAM 
Zachwycony jej powabem
Hipopotam błagał żabę:
"Zostań żoną moją, co tam,
Jestem wprawdzie hipopotam,
Kilogramów ważę z tysiąc,
Ale za to mógłbym przysiąc,
Że wzór męża znajdziesz we mnie
I że ze mną żyć przyjemnie.
Czuję w sobie wielki zapał,
Będę ci motylki łapał
I na grzbiecie, jak w karecie,
Będę woził cię po świecie,
A gdy jazda już cię znuży,
Wrócisz znowu do kałuży.
Krótko mówiąc - twoją wolę
Zawsze chętnie zadowolę,
Każdy rozkaz spełnię ściśle.
Co ty na to?"
"Właśnie myślę...
Dobre chęci twoje cenię,
A więc - owszem. Mam życzenie..."
 
"Jakie, powiedz? Powiedz szybko,
Moja żabko, moja rybko,
I nie krępuj się zupełnie,
Twe życzenie każde spełnię,
Nawet całkiem niedościgłe..."
 
"Dobrze, proszę: nawlecz igłę!"