Wiersze J. Brzechwy "Ż"

 
ŻABA
Pewna żaba 
Była słaba, 
Więc przychodzi do doktora 
I powiada, że jest chora.

Doktor włożył okulary, 
Bo już był cokolwiek stary, 
Potem ją dokładnie zbadał, 
No, i wreszcie tak powiada:

„Pani zanadto się poci, 
Niech pani unika wilgoci, 
Niech pani się czasem nie kąpie, 
Niech pani nie siada przy pompie, 
Niech pani deszczu unika, 
Niech pani nie pływa w strumykach, 
Niech pani wody nie pija, 
Niech pani kałuże omija, 
Niech pani nie myje się z rana, 
Niech pani, pani kochana, 
Na siebie chucha i dmucha, 
Bo pani musi być sucha!”

Wraca żaba od doktora, 
Myśli sobie: „Jestem chora, 
A doktora chora słucha, 
Mam być sucha - będę sucha!”

Leczyła się żaba, leczyła, 
Suszyła się długo, suszyła, 
Aż wyschła tak, że po troszku 
Została z niej garstka proszku.

A doktor drapie się w ucho: 
„Nie uszło jej to na sucho!”

ŻOŁĄDEK
Żarłoki mają złe zwyczaje, 
A kto się na noc zbytnio naje, 
Temu żołądek spać nie daje.

Ręce więc złoszczą się z początku:
 „Ty nam nie dajesz spać, żołądku, 
To jest, żołądku, nie w porządku!”

Niebawem głowa się odzywa: 
„Na złych manierach ci nie zbywa, 
Przez ciebie jestem nieszczęśliwa”.

Po chwili krzyk podnoszą nogi: 
„Chcemy już spać, żołądku drogi, 
A ty zakłócasz sen nasz błogi”.

Wątroba kwęka: „Pora nocna,
 Już ze snu się wybiłam do cna, 
A wszak nie jestem taka mocna”.

Serce się tłucze coraz głośniej: 
„Żołądku, miotasz się nieznośnie, 
Przez ciebie moich snów nie dośnię!”

Oczy i usta jęczą z cicha, 
Zgrzytają zęby, język prycha: 
„Żołądku, dość już, dość, u licha!”

No a żołądek, płacząc prawie, 
Wzdycha: „Cóż mogę rzec w tej sprawie? 
Ja się nie bawię, tylko trawię, 
A do strawienia mam, niestety, 
Dwie bułki, masło, ser, kotlety, 
Jeszcze daleko mi do mety…”

Żarłoki mają złe zwyczaje 
I kto się na noc zbytnio naje, 
Ten niewyspany potem wstaje.

ŻÓŁW
Najgłupszy nawet muł wie, 
Jak są powolne żółwie.

Żeby żółwiowi dopiec, 
Szydził zeń pewien chłopiec: 
„Pan chodzi wprost pokracznie. 
Niech się pan wprawiać zacznie! 
Doprawdy, jak to można? 
Istota czworonożna, 
A ledwie się telepie! 
Już ślimak chodzi lepiej!”

Żółw żachnął się w skorupie: 
„Też mi gadanie głupie! 
Gdyby ci ktoś dla hecy 
Władował dom na plecy, 
Czy również w tym wypadku 
Chodziłbyś szybko, bratku?”

To rzekłszy łypnął okiem 
I odszedł żółwim krokiem.

ŻÓŁWIE I KROKODYLE
Żółwie i krokodyle 
Mieszkają wspólnie nad Nilem, 
Ale przy tym, najwyraźniej, 
Są ze sobą w nieprzyjaźni, 
Bo krokodyl nie myśląc żyje znakomicie, 
A każdy żółw - to myśliciel.

Myślały tedy żółwie lat co najmniej dwieście, 
No i wymyśliły wreszcie 
Najmądrzejsze z żółwich dzieł: 
Nową pisownię 
Polegającą dosłownie 
Na tym, że gdzie nie trzeba, tam pisze się „eł”.
 
Odtąd każdy mądry żółw 
Zamiast „rów”, napisze „rółw”, 
„Zdrowa” u nich będzie - „zdrołwa”, 
„Krowa” u nich będzie - „krołwa”,

„Cena” żółw napisze - „cełna”, 
Tak jak my piszemy - „wełna”, 
Do swych dzieci mówią żółwie: 
„Ja ci mółwię, włóż obułwie!”

Zmian tych zaszło nie wiem ile, 
Lecz gdy przyszły krokodyle 
I ujrzały żółwie „eł-y” 
Przekręconych różnych słów, 
Najzwyczajniej „eł” połknęły 
I nie piszą „żółw”, lecz „żów”.

ŻUK
Do biedronki przyszedł żuk, 
W okieneczko puk – puk - puk.

Panieneczka widzi żuka: 
„Czego pan tu u mnie szuka?”

Skoczył żuk jak polny konik, 
Z galanterią zdjął melonik 
I powiada: „Wstań, biedronko, 
Wyjdź, biedronko, przyjdź na słonko. 
Wezmę ciebie aż na łączkę 
I poproszę o twą rączkę”

Oburzyła się biedronka: 
„Niech pan tutaj się nie błąka, 
Niech pan zmiata i nie lata, 
I zostawi lepiej mnie, 
Bo ja jestem piegowata, 
A pan - nie!”

Powiedziała, co wiedziała, 
I czym prędzej odleciała, 
Poleciała, a wieczorem 
Ślub już brała - z muchomorem, 
Bo od środka aż po brzegi 
Miał wspaniałe, wielkie piegi.

Stąd nauka 
Jest dla żuka: 
Żuk na żonę żuka szuka.

ŻURAW I CZAPLA
Przykro było żurawiowi, 
Że samotnie ryby łowi. 
Patrzy - czapla na wysepce 
Wdzięcznie z błota wodę chłepce.

Rzecze do niej zachwycony: 
„Piękna czaplo, szukam żony, 
Będę kochał ciebie, wierz mi, 
Więc czym prędzej się pobierzmy”. 
Czapla piórka swe poprawia: 
„Nie chcę męża mieć żurawia!”

Poszedł żuraw obrażony. 
„Trudno. Będę żył bez żony”.

A już czapla myśli sobie: 
„Czy właściwie dobrze robię? 
Skoro żuraw tak namawia, 
Chyba wyjdę za żurawia!”

Pomyślała, poczłapała, 
Do żurawia zapukała. 
Żuraw łykał żurawinę, 
Więc miał bardzo kwaśną minę. 
„Przyszłam spełnić twe życzenie”. 
„Teraz ja się nie ożenię, 
Niepotrzebnie pani papla, 
Żegnam panią, pani czapla!”

Poszła czapla obrażona. 
Żuraw myśli: „Co za żona! 
Chyba pójdę i przeproszę…” 
Włożył czapkę, wdział kalosze, 
I do czapli znowu puka. 
„Czego pan tu u mnie szuka?” 
„Chcę się żenić”. „Pan na męża? 
Po co pan się nadweręża? 
Szkoda było pańskiej drogi, 
Drogi panie laskonogi!”

Poszedł żuraw obrażony, 
„Trudno. Będę żył bez żony”.

A już czapla myśli: „Szkoda, 
Wszak nie jestem taka młoda, 
Żuraw prośby wciąż ponawia, 
Chyba wyjdę za żurawia!”

W piękne piórka się przybrała, 
Do żurawia poczłapała.

Tak już chodzą lata długie, 
Jedno chce - to nie chce drugie, 
Chodzą wciąż tą samą drogą, 
Ale pobrać się nie mogą.